Chcesz się nauczyć malować? Potem. Pragniesz poznać biegle język francuski? Nie teraz. Myślisz o nauce pilotażu? Może kiedy wygram w totka. Marzysz o podróży do Mongolii? Może kiedy będę na emeryturze. Znasz te teksty z „autopsji”? To przeczytaj ten wpis.
Zadziwia mnie, jak często ludzie zachowują się, jakby byli nieśmiertelni. Jakże często działają, jakby wszystko było ważniejsze od ich własnego szczęścia. Uzależniają je od przypadku lub wielkiej wygranej losu. Czy warto tak żyć?
NIE WIESZ, ILE MASZ CZASU
Też kiedyś wydawało mi się, że mam całe życie przed sobą. Miałam 19 lat i bardzo dużo marzeń. Żartuję sobie czasem, że byłam mistrzem w planowaniu i…nie realizowaniu tych planów. Cierpiałam na głęboko zaawansowaną formę przypadłości, zwanej „słomianym zapałem”. Zwykle moja realizacja kończyła się na trzecim punkcie planu działania. Bo przecież „mam całe życie przed sobą” poza tym „mogę to zrobić na emeryturze”. A prawda jest taka, że nie masz pewności, czy dożyjesz następnego dnia. Przecież wypadki się zdarzają.
Mnie również zdarzył się taki wypadek. W jego wyniki według zastępcy ordynatora miałam umrzeć, a w najbardziej optymistycznej wersji – zostać kaleką bez ręki. Kiedy lekarz wykrzyczał mi w twarz prawdę o moim stanie, to mną wstrząsnęło. Nie chodziło o ordynarną formę przekazania mi tej wiadomości, ale o jej treść. Otóż okazało się, że to, że mam zaledwie 19 lat, wcale nie oznacza, że mam przed sobą jakąkolwiek przyszłość. Nie jestem nieśmiertelna i nawet młodzi ludzie umierają.
Ten szok spowodował gorzkie refleksje nad moim ówczesnym życiem i sposobem działania. Czy wiecie, czego człowiek najbardziej żałuje, kiedy wie, że umrze? Nie tego, co zrobił, a tego, czego nie zrobił. I jest to najgorsze uczucie, którego można doznać – uczucie głębokiego rozczarowania własną osobą. Uczucie zmarnowania własnego życia, wszystkich tych okazji, które wpadały mi w ręce. Czułam, że zawiodłam i już niewiele mogę zrobić. Te wszystkie plany i marzenia – nigdy się nie spełnią, bo już nie będę mieć czasu na ich realizację. Czułam, że moje odejście jest obojętne dla świata, bo niczego nie dokonałam. Nie miałam się czym pochwalić. Po prostu nic nie znaczyłam, gdyż nie działając nie osiągnęłam niczego. I to z jakiego powodu? Z wygody. Gdyż łatwiej jest nic nie robić, niż działać.
Dopiero w tamtej chwili zdałam sobie sprawę ze swojej niepomiernej głupoty.
Na szczęście jestem z natury uparta i mam buntowniczą naturę. Wzięłam się w garść i zaczęłam działać na rzecz swojego zdrowia. Wygrałam.
Tamto zdarzenie nauczyło mnie, że nie należy odkładać niczego na później, gdyż może nie być żadnego później. Szczęśliwe i dobre życie musi być priorytetem. Tylko tak warto żyć i tylko tak umiera się ze spokojem.
Tak więc nie odkładaj swojego szczęścia na później i działaj już dziś!
Powodzenia 🙂
Marta Pyrchała-Zarzycka
